środa, 17 kwietnia 2013

Samotność, czyli przemyśleń ciąg dalszy (III)

Dzisiaj pozwolę sobie zacząć moje wypociny cytatem:
"Samotność to taka straszna trwoga,
Ogarnia mnie, przenika mnie.." jak śpiewał Rysiek Riedel w utworze "List do M."
Najgorzej jest wtedy, gdy osoba(lub osoby) na których Ci zależało, nagle zostawiają Cię samego/samą ze swoimi problemami i nie tylko. Nie jest to miłe uczucie, zapewne każdy z Was kiedyś tego doświadczył. Nie tylko zdarza się to w otoczeniu przyjaciół, bliskich. Często się zdarza(w skrajnych przypadkach), że rodzina również się odwraca, zostawiając nas samych sobie.
Ludzie są potem dziwni, że mamy znieczulicę co do niektórych osób, skoro zostaliśmy tak potraktowani. To nie jest normalne, żeby tak było. Jak już się z kimś jest, to powinno się być z tą osobą już na zawsze a nie tylko na chwilę.
Nienawidzę czegoś takiego, że np. "przyjaciele" odzywają się tylko i wyłącznie wtedy, gdy coś od nas chcą. Nie można tego nazwać przyjaźnią. Nie da się, po prostu nie ma takiej opcji. Potem tylko są pretensje, czemu urywamy kontakt z takimi osobami. Dziwne? Według mnie nie. Kto by chciał utrzymywać kontakt z osobami, które odzywają się tylko po to, żeby im w czymś pomóc a o nas już nie pomyślą? Ja staram się po prostu ignorować takie osoby.
Samotność po utracie partnera życiowego jest chyba jeszcze bardziej dobijająca. W jednej chwili tracimy osobę na której nam bardzo zależało, zrobilibyśmy dla niej wszystko, była naszym oparciem w codziennych trudnościach.
Nie można jednak się załamywać i poddawać, bo to do niczego nie prowadzi. Trzeba ruszyć tyłek i z podniesioną głową, z uśmiechem na twarzy iść dalej przed siebie. To taka moja dobra rada dla Was wszystkich.

~ Kuba.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz