czwartek, 18 kwietnia 2013

Miłość, czyli przemyśleń ciąg dalszy (IV)

Na wstępie chcę zaznaczyć, że do napisania tego postu zainspirowała mnie osoba, o której wspominałem jakiś czas temu. Po kilku rozmowach doszliśmy do wniosku, że ten temat musi się tu pojawić. Edzik, która przeżywa to samo co ja kiedyś, jest osobą wrażliwą. Uczuciową. BTW, widzę, że ją to wyniszcza.
To jest piękne uczucie być przez kogoś kochany i móc kochać. Są pewnie wśród Was osoby przed  związkiem, w trakcie lub po rozpadzie. Na początku jest fajnie, wszystko pięknie, nic nie jest w stanie rozwalić. Nie ma idealnych związków, zawsze jest coś co po prostu to zniszczy.
Podobno kocha się za nic, nie istnieją powody do miłości. Niektórzy potrafią faktycznie kochać bezinteresownie, ale to się zdarza coraz rzadziej niestety. Jest to przykre. Właśnie przez takich ludzi, którzy "kochają" dla wyglądu, pieniędzy albo dla szpanu przed znajomymi, często tracimy wiarę w to, że istnieje prawdziwa, wielka miłość.
Nie mówiąc już o przypadku zdrady przez drugiego partnera, bo to chyba oczywiste, że nie był nas wart. Najgorsze w tym wszystkim jest cierpienie. Cierpienie, które pozostaje przy nas przez bardzo długi czas. Nie jesteśmy wtedy w stanie myśleć normalnie. Ale o tym za chwilę..
Gdy jesteśmy zakochani, jesteśmy w stanie dla swojej drugiej połówki zrobić dosłownie wszystko. Sam miałem taką sytuację. Spełniałem każdą Jej zachciankę. Robiłem co było tylko w mojej mocy, żeby była szczęśliwa. Marzenia o idealnym związku nagle poszły z dymem. Rozsypały się niczym domek z kart. Przez co? Trzecią osobę. Mimo tego, że on Ją ciągle ranił, traktował jak rzecz, to zgadnijcie kogo wybrała? Tak, właśnie jego. Nie rozumiem, nie chcę już tego rozumieć. Od rozpadu związku minął prawie rok (28 maja będzie dokładny rok) ale ja mimo wszystko jeszcze to przeżywam. Z dnia na dzień może trochę mniej boleśnie, ale jednak to przeżywam. Razem z Nią odeszły wszystkie uczucia, a przede wszystkim zaufanie. To będzie najtrudniejsze do odbudowania. Chciałbym móc się znowu zakochać, ale nie potrafię.
Jedyne co mi po Niej zostało, to wspomnienia. I ból w sercu. Tak, potężny ból który wyniszcza od środka. To jest straszne. Trzeba nauczyć się z tym żyć i nie dać się załamać, bo może być jeszcze gorzej.

Nie wiem co mam w tej sytuacji robić, może Wy mi podpowiecie?
~ Kuba.
PS: Edziku! Dziękuję za każdą rozmowę z Tobą, każdą poświęconą mi chwilę. To takie słodkie. Chcę żebyś wiedziała, że masz we mnie oparcie.

4 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  2. A najgorsze jest to, kiedy wyznajesz miłość chłopakowi, starasz się o niego, ale on tego nie zauważa i nie docenia(Ty wiesz o co chodzi...)Życzę Ci żebyś się szybko zakochał .. ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. "Utrata zaufania"... o tak... To niestety chyba najgorsze, co człowieka spotyka przy zawodach miłosnych... Może to brzmi romantycznie, banalnie, naiwnie, ale... ból w sercu pozostaje, a lekarstwem może być chyba tylko kolejne zauroczenie lub miłość, czułość, troska. Problem w tym, że nie można tym 'leczyć' owego cierpienia, bo straciło się zaufanie do innych, straciło się wiarę w to, że miłość w ogóle istnieje. Człowiek zaczyna zastanawiać się, co właściwie znaczy to słowo, o ile w ogóle coś znaczy. Błędne koło... Życzę szczęścia, obyś szybko, nie tyle zapomniał, ile nauczył się żyć ze wspomnieniami tak, aby nie były już bolesne... :)

    OdpowiedzUsuń