poniedziałek, 2 września 2013

Szkoła, szkoła, szkoła..

No cóż, wakacje dobiegły końca, zaczynamy kolejny, mój już 3 rok nauki w technikum ekonomicznym. Ten czas szybko leci. Naprawdę szybko.
Tak jak się spodziewaliśmy, nasza soreczka od polskiego odeszła na emeryturę. Zostawiła nas w połowie toku nauczania.. W zamian za nią dostaliśmy sorkę od niemieckiego.. Brr, nie cierpię jej. Ale trzeba będzie to jakoś znieść. Już sobie wyobrażam lekcje języka niemieckiego. Pewnie nawet godziny wychowawczej nie zostawi nam wolnej żeby odpocząć. Ech. No ale zawsze mogliśmy trafić znacznie gorzej, nie?
Idąc do szkoły z kolegą i jego dziewczyną, zauważyliśmy że przyszło sporo nowych ludzi. Tak straszyli, że dużo do nas nie przyjdzie, a jednak. Jako starsi koledzy i koleżanki, będziemy im pomagać się odnaleźć w nowej szkole. To raczej pewne. Oczywiście jest kilka znajomych twarzy ze starych gimnazjów.
Ciekawe, co przyniesie nowy rok szkolny. Na pewno będzie lepszy od poprzedniego. Ja to czuję. Póki co, na jutro mam dosyć fajny plan, tylko na 6 lekcji, kończę zajęcia o 13.10. Chyba lepiej być nie mogło. Kto wie, może to cisza przed burzą..? Może chcą nam narobić nadzieję na super plany lekcji, a tak naprawdę będziemy długo siedzieć w szkole? To się okaże. Ja jednak staram się myśleć całkiem pozytywnie.
Zobaczymy zresztą jak to będzie.

~ Kuba.

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Wielki powrót mistrza Jedi, czyli witam po raz kolejny

"Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy, hej hej la la lala hej hej hej hej."

Jak możecie się domyślić, wzięła mnie wena na pisanie kolejnego posta. Prosiło mnie o to kilka osób, wpłynęło na to mnóstwo czynników. Postaram się to wszystko jakoś opisać, wydusić z siebie i zrobić z tym cokolwiek, co tylko mogę. Wczoraj powróciłem z kolejnych cudownych kolonii, ale je opiszę w oddzielnym poście. Ten będzie dotyczył czegoś zupełnie innego.
Niektórzy twierdzą, że jestem dobrym psychologiem, że mam w sobie tą cierpliwość, dobroć, mocną psychikę. Ja też miewam częste załamania nerwowe, popadam w depresję, czuję się cholernie słaby. Ale dzięki wspaniałym ludziom, mega ekipie to się zmienia. Diametralnie.
Wiadomo, że czasy są inne, ludzie też. To jak jesteśmy traktowani przez innych nie zależy od nas samych. Denerwuje mnie zachowanie typu "dzięki że masz mnie gdzieś bo nie możesz gadać". No kurde, to nie jest normalne. Albo zrywanie kontaktu po czasie, np po koloniach. WTF? Pozwolę sobie zacytować naszego kochanego pana Adama "no pocisk normalnie". Z czasem sami dowiadujemy się o sobie dziwnych, niestworzonych historiach życiowych opowiadanych przez naszych "przyjaciół". Niby nie powinienem się przejmować takimi pierdołami, ale sami wiecie jakim człekiem jestem. Nie zmienię swojego charakteru, nie będę kryć swoich uczuć. To nie dla mnie. Nie tym razem. Może i jestem jakiś dziwny, bo facet płakać nie powinien. Ta moja wrażliwość mnie czasem męczy. I to strasznie. Naprawdę.
Trzeba sobie jakoś z tym wszystkim radzić, nie można się poddawać bo to do niczego nie kieruje.
Może i rozmowa z kimś pomaga tej osobie, ale u mnie to działa w obie strony, bo wiem co nieco o tej osobie, poznaję jej cechy osobowości o których wcześniej nie wiedziałem i dzięki temu wiem jak z taką osobą współpracować. Często jest tak, że rozmawiam z osobami podobnymi do mnie, z podobnymi problemami. Rozwiązując ich problemy, rozwiązuję również swoje, chociaż nie zawsze. "pomagasz innym ale sobie z tym samym problemem nie potrafisz poradzić". Owszem, mam tak często. I chyba nie tylko ja tak mam. Uwielbiam słuchać ludzi, ich opowiadań. Czuję się wtedy silniejszy. Bo wiem, że dzięki temu jestem w stanie jakoś pomóc. Taka rada ode mnie dla Was. Jeśli macie jakieś problemy, zapraszam do konwersacji. Jestem otwarty na wszystko i wszystkie tematy.

~ dzięki i pozdrawiam.
PS. Postaram się częściej pisać na tym blogu, wiem, że się opuściłem więc obiecuję poprawę.

czwartek, 18 kwietnia 2013

Miłość, czyli przemyśleń ciąg dalszy (IV)

Na wstępie chcę zaznaczyć, że do napisania tego postu zainspirowała mnie osoba, o której wspominałem jakiś czas temu. Po kilku rozmowach doszliśmy do wniosku, że ten temat musi się tu pojawić. Edzik, która przeżywa to samo co ja kiedyś, jest osobą wrażliwą. Uczuciową. BTW, widzę, że ją to wyniszcza.
To jest piękne uczucie być przez kogoś kochany i móc kochać. Są pewnie wśród Was osoby przed  związkiem, w trakcie lub po rozpadzie. Na początku jest fajnie, wszystko pięknie, nic nie jest w stanie rozwalić. Nie ma idealnych związków, zawsze jest coś co po prostu to zniszczy.
Podobno kocha się za nic, nie istnieją powody do miłości. Niektórzy potrafią faktycznie kochać bezinteresownie, ale to się zdarza coraz rzadziej niestety. Jest to przykre. Właśnie przez takich ludzi, którzy "kochają" dla wyglądu, pieniędzy albo dla szpanu przed znajomymi, często tracimy wiarę w to, że istnieje prawdziwa, wielka miłość.
Nie mówiąc już o przypadku zdrady przez drugiego partnera, bo to chyba oczywiste, że nie był nas wart. Najgorsze w tym wszystkim jest cierpienie. Cierpienie, które pozostaje przy nas przez bardzo długi czas. Nie jesteśmy wtedy w stanie myśleć normalnie. Ale o tym za chwilę..
Gdy jesteśmy zakochani, jesteśmy w stanie dla swojej drugiej połówki zrobić dosłownie wszystko. Sam miałem taką sytuację. Spełniałem każdą Jej zachciankę. Robiłem co było tylko w mojej mocy, żeby była szczęśliwa. Marzenia o idealnym związku nagle poszły z dymem. Rozsypały się niczym domek z kart. Przez co? Trzecią osobę. Mimo tego, że on Ją ciągle ranił, traktował jak rzecz, to zgadnijcie kogo wybrała? Tak, właśnie jego. Nie rozumiem, nie chcę już tego rozumieć. Od rozpadu związku minął prawie rok (28 maja będzie dokładny rok) ale ja mimo wszystko jeszcze to przeżywam. Z dnia na dzień może trochę mniej boleśnie, ale jednak to przeżywam. Razem z Nią odeszły wszystkie uczucia, a przede wszystkim zaufanie. To będzie najtrudniejsze do odbudowania. Chciałbym móc się znowu zakochać, ale nie potrafię.
Jedyne co mi po Niej zostało, to wspomnienia. I ból w sercu. Tak, potężny ból który wyniszcza od środka. To jest straszne. Trzeba nauczyć się z tym żyć i nie dać się załamać, bo może być jeszcze gorzej.

Nie wiem co mam w tej sytuacji robić, może Wy mi podpowiecie?
~ Kuba.
PS: Edziku! Dziękuję za każdą rozmowę z Tobą, każdą poświęconą mi chwilę. To takie słodkie. Chcę żebyś wiedziała, że masz we mnie oparcie.

środa, 17 kwietnia 2013

Samotność, czyli przemyśleń ciąg dalszy (III)

Dzisiaj pozwolę sobie zacząć moje wypociny cytatem:
"Samotność to taka straszna trwoga,
Ogarnia mnie, przenika mnie.." jak śpiewał Rysiek Riedel w utworze "List do M."
Najgorzej jest wtedy, gdy osoba(lub osoby) na których Ci zależało, nagle zostawiają Cię samego/samą ze swoimi problemami i nie tylko. Nie jest to miłe uczucie, zapewne każdy z Was kiedyś tego doświadczył. Nie tylko zdarza się to w otoczeniu przyjaciół, bliskich. Często się zdarza(w skrajnych przypadkach), że rodzina również się odwraca, zostawiając nas samych sobie.
Ludzie są potem dziwni, że mamy znieczulicę co do niektórych osób, skoro zostaliśmy tak potraktowani. To nie jest normalne, żeby tak było. Jak już się z kimś jest, to powinno się być z tą osobą już na zawsze a nie tylko na chwilę.
Nienawidzę czegoś takiego, że np. "przyjaciele" odzywają się tylko i wyłącznie wtedy, gdy coś od nas chcą. Nie można tego nazwać przyjaźnią. Nie da się, po prostu nie ma takiej opcji. Potem tylko są pretensje, czemu urywamy kontakt z takimi osobami. Dziwne? Według mnie nie. Kto by chciał utrzymywać kontakt z osobami, które odzywają się tylko po to, żeby im w czymś pomóc a o nas już nie pomyślą? Ja staram się po prostu ignorować takie osoby.
Samotność po utracie partnera życiowego jest chyba jeszcze bardziej dobijająca. W jednej chwili tracimy osobę na której nam bardzo zależało, zrobilibyśmy dla niej wszystko, była naszym oparciem w codziennych trudnościach.
Nie można jednak się załamywać i poddawać, bo to do niczego nie prowadzi. Trzeba ruszyć tyłek i z podniesioną głową, z uśmiechem na twarzy iść dalej przed siebie. To taka moja dobra rada dla Was wszystkich.

~ Kuba.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Przemyśleń ciąg dalszy (II)

Dzisiaj poruszymy temat dotyczący uczuć. Ale nie byle jakich. Tych, które staramy się ukryć, które nie dają nam normalnie funkcjonować, mianowicie nieśmiałość i wrażliwość.
Więc zacznijmy od nieśmiałości. Sam jestem osobą, która ma z tym niemały problem. Nie chodzi tylko o zagadanie do jakiejś dziewczyny czy coś. Przez to mam problemy na co dzień, najczęściej na lekcjach. Na przykład jak mam czytać jakiś dłuższy tekst, nie mogę złapać dobrze oddechu, czerwienię się, do tego dochodzi stres i swoją kumulację ma oczopląs, przez który mam problem z przeczytaniem czegokolwiek. Po tylu latach nieradzenia sobie z tym totalnie, z zerowym udziałem publicznym, postanowiłem się przełamać. Zapisałem się do przedstawienia "Dziadów" na zakończenie roku maturzystów. Co z tego wyjdzie, okaże się już za niecałe 2 tygodnie.. No i muszę się ostro wziąć za grę na gitarze, ponieważ czeka miejsce w szkolnym zespole.. Marzenia, ale kto wie.
Nieśmiałość wobec dziewczyn.. Tak, tu objawy u mnie są podobne, a raczej takie same jak przy publicznym wystąpieniu. Przez chociażby sam cholerny oczopląs nie mogę normalnie spoglądać na dziewczynę. Szlag by to trafił. Stres, stres i jeszcze raz stres. Obawa przed odrzuceniem. Jasny gwint.
Nieśmiałość łączy się z wrażliwością. Przez to jaki jestem odczuwam to jakieś 100x bardziej niż inni. Bardziej mnie boli, bardziej cierpię i takie tam pierdoły. Zdarza mi się popłakać jakby ot tak, bo mi się tak podoba. Najwięcej z nerwów. Nie chodzi o szkołę akurat, tylko sprawy bardziej prywatne, jak już osiągam totalną kumulację i niczym z klasycznej gry Mortal Kombat następuje "FATALITY". Humorzasto jakoś tak zaczynam pisać, nie? <ok>. Wszystko ma swoje granice dobrego smaku, niczym stuletnie wino wytrawne u dziadków w piwnicy. Więc jeśli ktoś z was ma podobne problemy jak ja (a wiem, że co niektórzy je mają tylko nie chcą się przyznać) to czyńcie jak ja. Przeciwstawcie się swoim "blokadom". Niech was nie zatrzymują w życiu. Ze wszystkim trzeba iść dalej.

~ Kuba.

środa, 10 kwietnia 2013

Przemyśleń ciąg dalszy (I)

Coś dawno mnie tu nie było. Nie wiem, czy to z braku czasu czy braku chęci. A  może to zwykłe zrezygnowanie? Nigdy się chyba nie dowiem.
Jak pewnie niektórzy z was wiedzą, od kilku dni jestem już pełnoletni. Kiedyś wydawało mi się, że mając 18 lat będę mógł robić wszystko, co tylko zechcę. Cóż, nie jest tak. Nadal jest tak samo. Wiek to tylko liczba. Wiadomo, z roku na rok jesteśmy coraz starsi. Co nie znaczy, że mądrzejsi. Skoro już jesteśmy przy mijającym czasie. Przez natłok ostatnich wydarzeń, które miały miejsce wyszło na jaw, kto tak naprawdę jest godny nazywać się "przyjacielem", a kto nie.Myślałem, że wszystko się jakoś poukłada, wrócimy do tego, co było kiedyś. Najwidoczniej się myliłem. Dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi, to był błąd. Nigdy więcej nie posłucham sumienia, bo ono za każdym razem sprowadza mnie na złą drogę. Nie zauważyłem przez to, co robię źle. Najwyższy czas coś ze sobą zrobić. Zmienić coś w życiu. Zacząć żyć tak jak powinienem.
Wracając do tematu. Ostatnio poznałem bardzo sympatyczną dziewczynę. Całkowicie przez przypadek, była adminką jednego z fanpejdżów na Facebooku. Tak od słowa do słowa zaczęliśmy pisać. Okazało się że jest bardzo podobna do mnie. Oboje mamy podobne problemy, poglądy na ten chory świat. Dobrze jest poznać przez przypadek kogoś. Podobno przypadki są najlepsze. W mojej sytuacji akurat bardzo dobrze utrafiłem. Można by powiedzieć, że jest to pewnego rodzaju odskocznia od rzeczywistości. Szarej, otaczającej nas poświaty. Dzięki rozmowom z Nią jest mi dużo lepiej. Zapominam o tym, co dzieje się na zewnątrz. Czas płynie tak cholernie szybko, za szybko. Tematów do rozmów nie ma końca. Chciałbym jej za to wszystko bardzo podziękować. Wiem, że będzie to czytać.
Druga rzecz, którą chcę poruszyć to fałszywi przyjaciele. Tak, do tej pory nie zauważałem tego, kto tak naprawdę robi coś w imię przyjaźni (te osoby o których mowa to wiedzą, że to o nich). Chciałem, starałem się, żeby było wszystko okej. No ale cóż, moje starania po prostu poszły na marne i te osoby mają to po prostu gdzieś krótko mówiąc. Tak dla jasności: nie warto walczyć o przyjaźń. O nią się nie walczy. Jeśli jest prawdziwa, to przetrwa wszystko. Jeśli natomiast rozleci się po jakimś czasie, to znaczy że była fałszywa. Tak, mam przez wszystko wyrzuty sumienia. Dlatego już nigdy go nie posłucham. Powinniśmy kierować się rozumem. Uczuciami też. Ale o tym za chwilę...
Uczucia. Przez nie przeżywamy największe i najgorsze cierpienia. Utrata życiowego partnera, miłosne podboje, porażki związane z nieodwzajemnionym uczuciem. To tylko kilka przykładów. Kiedyś myślałem, że "prawdziwa, wielka miłość" istnieje. Niestety, nie ma czegoś takiego. To tylko nasza podświadomość podpowiada nam, że coś takiego jest. Owszem, nie kwestionuję tego, czy miłość istnieje czy nie. Bo istnieje, ludzie się zakochują, powstają związki trwające lata. Nie ma idealnych związków. Każdy z nas ma na sumieniu coś, czego nie chce wyznać nikomu, a przede wszystkim partnerowi. Mówię tu o zdradzie, romansie i takich tam podobnych. Swoje poprzednie "związki" podsumuję krótko. To nie było to, czym być powinno. Traktowanie kogoś jak zabawki, pocieszyciela, gdy "ten drugi" ma tą osobę gdzieś jest nie fair. Nie rozumiem takich zachowań. Skoro się kogoś kocha, to się z nim jest, a nie gra się na "dwa fronty". To nie jest wtedy miłe uczucie, gdy dowiadujesz się, że osoba którą darzysz uczuciem, wielkim uczuciem, zdradza Cię albo robi sobie z Ciebie potencjalną zabawkę na gorsze dni. Tu jest podobnie jak w przyjaźni. Nie warto walczyć po pierwszej nieudanej próbie. Trzeba odpuścić, bo nic nie będzie już takie samo jak wcześniej. Nie mamy gwarancji czy ta osoba nie zrani nas po raz drugi, trzeci czy enty. Przestroga ode mnie dla was. Nie próbujcie tego ratować, skoro wiecie, że to nie będzie miało sensu. Lepiej cierpieć raz i słabiej, niż dwa razy i mocniej. Ja sam osobiście nie wierzę w przyjaźń po nieudanym związku. Miłość z przyjaźni może powstać, ale przyjaźń z miłości niestety nie.

Podsumowując mój krótki wykład, nie dajcie się omamić. Zaufanie raz zniszczone się nie odbuduje. Nie da się go odbudować na tych samych fundamentach. Lepiej mieć mniej ludzi w swoim otoczeniu, ale wtedy mamy pewność, że będą nam wierni w przyjaźni.

~ Kuba.

wtorek, 2 kwietnia 2013

Dziwny stan?

Tak, właśnie to chcę opisać. Zbierałem się do tego od kilku godzin. Najwidoczniej muszę być nieźle zdesperowany. Oczywiście czar świąt prysł, wszystko wraca do normy. Szara, beznadziejna rzeczywistość. Jak co dzień, siedzę przed kompem ze słuchawkami na uszach, różne piosenki przewijają się powoli. Panuje smutna, sztywna atmosfera. Za oknem tony śniegu, mimo że od kilku dni mamy astronomiczną i kalendarzową wiosnę. Chyba pogoda przeczuwała jaki będzie mój nastrój i dopasowuje się do zaistniałej sytuacji. Popijając kakao (tak, znowu), nachodzą mnie pewne refleksje. O miłości, przyszłości itp. Cały czas mam przed oczami moją byłą dziewczynę. Nie rozumiem tego, ponieważ wszystko co do niej czułem, spaliło się. Nie ma już tego. Nic nie czuję. Nie mam żadnych uczuć. Nie potrafię idąc przez ulicę spojrzeć na żadną dziewczynę. Nie umiem tego zrobić. Zawsze automatycznie odwracam głowę albo wyjmuję telefon. Czyżby to jakieś dziwne schorzenie? Nawet na koleżanki z klasy reaguję dość dziwnie. Chyba zaczynam się odsuwać od wszystkich. Na przerwach w szkole przesiaduję przeważnie sam, żeby nie słuchać głupich docinków ze strony moich głupich kolegów. Z dnia na dzień mam dosłownie wszystkiego dosyć. Jeszcze na dodatek kilka tygodni temu dowiedziałem się że moje serce nie pracuje regularnym tempem jak powinno. I to od czasu zerwania z dziewczyną, a od tego czasu minął prawie rok. Zdarza mi się też od czasu do czasu płakać. Nie wiem, czy siada mi psychika, czy już zdążyła siąść. Mam też problem z zaśnięciem. Wkurza mnie to, że nagle wszystko musi się kumulować w jednym momencie. To jest już nie do wytrzymania. Nie na moje nerwy. Chciałbym ot tak się uśmiechnąć, bez powodu. Ale jest to cholernie trudne. Nie do wykonania. Nie umiem już udawać że wszystko jest okej. Nie potrafię tak dłużej. Nie wyrabiam już w tym świecie. Potrzebuję kogoś, kto bez słowa mnie chociaż przytuli (nie, faceci nie wchodzą w grę!).

Jakieś konkretne pomysły co z tym wszystkim zrobić?
~ Kuba.